Tintoretto w Tarnogrodzie
Historia weneckich obrazów w Tarnogrodzie pełna jest tajemnic. Ale kościół parafialny, gdzie możemy podziwiać Ewangelistę i Jana Chrzciciela namalowanych przez Domenico Tintoretto kryje jeszcze większą tajemnicę.
O siódmej rano słońce przedziera się przez deszcz i z powodzi zieleni drzew wydobywa kościółek, do którego z całej Polski a nawet Europy pielgrzymują turyści. Wjeżdżamy na rynek. Czworokątny plac przecinają dawne trakty: bursztynowy i solny. Co za harmonia?W cztery strony świata prowadzą cztery przedmieścia: Bukowskie, Płuskie, Różanieckie i Błonie.
- Z biegiem czasu złożyło się tak, że strony świata wyznaczały także boże przybytki: północ i południe kościół i kościółek, wschód synagoga, zachód cerkiew.- pisze w Kwartalniku Tarnogrodzkim Beata Aleksandra Kowal.
A na czterech stronach świata same niespodzianki. W Soli osiedlili się w XVI wieku holenderscy osadnicy z Fryzji.. We Frampolu produkowano słynne płótna. W Zamchu polował król Władysław Jagiełło i Stefan Batory a starosta Jan Pilecki jeździł powozem zaprzężonym w tresowane niedźwiedzie. W Turbinie była słynna szkoła kalwińska. W kościele w Czernięcinie cierń z korony cierniowej Jezusa.
Tintoretto przyjechał wenecko-krakowską pocztą
Ks. Ryszard Sierakowski strzeże Tintoretta dosłownie i w przenośni. Na naszą prośbę o pokazanie kościoła odpowiada krótko: Najpierw zgoda kurii, potem oglądanie. Sytuację ratuje ks. dr Adam Firosz, kanclerz Kurii Diecezji Zamojsko-Lubaczowskiej. Mamy zgodę.
W żelaznych drzwiach zgrzyta klucz. Na obrazach sami święci. Mikołaj i Roch, Antoni i Nepomucen, Franciszek.. A nawet św. Walenty od zakochanych.
Jest Tintoretto. Św. Jan Chrzciciel na tle rozległego pejzażu z fantastyczną architekturą, która w drugim planie przekształca się w góralski pejzaż. I św. Jan Ewangelista. Także z górami w tle.
- Pejzaże utrzymane są w barwach charakterystycznych dla malarstwa weneckiego - tłumaczy gospodarz. Zgadza się: oliwkowa zieleń, szaroniebieskie tło rozbielone różowymi i złocistymi refleksami, żółte i zielonkawe obłoki na niebie.
• Jak Tintoretto trafił do Tarnogrodu?
- Wenecko-krakowską pocztą. W skrzyniach do kolegiaty zamojskiej. Następnie w 1783 r. dzięki staraniom ks. Baltazara Dulewskiego, tarnogrodzkiego proboszcza ołtarz kolegiacki wraz z weneckimi obrazami przeniesiono tu - wyjaśnia ks. Sierakowski.
Wysmukły, gibki i cichy wąż
Na jednej ze stron świata "na surowym korzeniu” lokowano wioskę Płus. Przy trakcie wiodącym do Tarnogrodu ustronne miejsce upodobał sobie wąż zwany płusem.
Najstarsi Tarnogrodzianie opowiadają, że ten podstępny potwór miał osobliwy wygląd. Niewielki łeb bez uszu i powiek z wyłupiastymi czerwonymi oczami. Grubą szyję. Gibki kadłub. Nie wydawał głosu. Nocą krył się w pieczarze. W dzień zabijał zwierzęta domowe i napadał na ludzi.
Pobożni gospodarze zaczęli za radą duchownych umieszczać w chałupach obrazy św. Mikołaja. Nie pomagało. Bestia rzucała się na konie, zaciskała się na ich ciałach i zabijała.
Miarka się przebrała. Cała wieś ruszyła na płusa. Mężczyźni zatłukli węża. Na koniec wydał z siebie żałosny krzyk. Radość zapanowała na krótko. Pola przestały wydawać plony. Powodzie i zarazy niszczyły wieś. Nie wiadomo kto wpadł na pomysł, by przed pieczarą węża ustawić drewnianą kapliczkę z figurą Jana Napomucena. Pomogło.
Z czasem przy kapliczce wytrysło cudowne źródełko. Gdy kilka lat temu na lipie przy kapliczce ktoś zobaczył zarys twarzy ludzie zaczęli do Tarnogrodu przyjeżdżać autokarami. Ale twarz znikła. Któż to był - nie wie nikt.
Okruchy Atlantydy
Żydzi mieszkali w Tarnogrodzie od zawsze. Razem z katolikami i prawosławnymi. Ich śladem są nie tylko uporządkowane kirkuty i pomniki, także synagoga pochodząca z drugiej połowy XVII wieku, odrestaurowana, mieszcząca bibliotekę publiczną. Biblioteką kieruje Joanna Puchacz. To biblioteka legendarna, wycieczki przyjeżdżają aby ją zwiedzić. Na wystawie "Od stalówki do komputera” można zobaczyć najstarsze kałamarze, stare fotografie Tarnogrodu, nawet przepis na naleśniki z 1946. Ale przede wszystkim trzeba zobaczyć wspaniały aron ha-kodesz, szafę ołtarzową do przechowywania Tory. Joanna Puchacz opowiada jak przyjechał do synagogi syn Singera.
- Nie mógł się nadziwić, że tak pięknie zachowana. Wspominał o tym, że jego ojciec bywał w Tarnogrodzie.
Musiał bywać, skoro w powieści "Żyd z Babilonu” napisał:
"Żyd z Babilonu jechał całą noc wozem z Lublina z do Tarnogrodu(..)Ludzie z miasteczka jakoś się dowiedzieli o jego przybyciu. Jeszcze przed jego przyjazdem wielu gromadziło się przed domem reba Falika. (...) Niektórzy ludzie przyprowadzili swoje kaleki, epileptyków, swoich opętanych i ułomnych do cudowtwórcy”.
Siedzimy w domu Albina Korniaka, osiemdziesięcioletniego krawca, który żydowskie ulice i ich mieszkańców ma pod powiekami. To o czym pisał Singer, też.
Pod powiekami ma też słoneczny, ale chłodny świt w Dzień Zadusznych, kiedy żołnierze z dywizji SS "Wiking” wytłukli Żydów. A rabina Tajchera rozdarły na oczach tłumu niemiecki psy.
- Dziś nie masz Żyda w Tarnogrodzie. Nie masz kramnic ani sklepików. Nie ma ani jednego domu. No może kawałek - wspomina Korniak.
Korony cierń?
Władysław Dubaj, dyrektor miejscowego Domu Kultury i burmistrz Tarnogrodu Michał Dec są zgodni, że w Tarnogrodzie zdarzyło się coś wyjątkowego. We wzajemnym poszanowaniu i zgodzie żyli tu Polacy, Rusini, Żydzi i Ormianie.
- Poza herbem miasto dopracowało się swojego stroju, w którym widać ormiański ornament - chwali się Dubaj.
- I sławnego tarnogrodzkiego piroga - dodaje Helena Zając, szefowa teatralnych sejmików sławnych na całą Polskę. Jedziemy do pani Aliny Fus, która nauczyła się piec piróg od babci Kukiełkowej z Bukowiny. Zapach gryczanej kaszy rozchodzi się do domu. Coś pysznego.
O wyjątkowości Tarnogrodu jest także przekonany ks. Włodzimierz Klimiuk, proboszcz prawosławnej parafii p. w św. Trójcy. W cerkwii oglądamy piękny ikonostas.
- Zdaje się, że Pan Bóg napisał historię naszego miasteczka. I pisze ją dziś - zaciąga śpiewnie.
Wracamy do Tintoretta, by poszukać śladów świętych relikwii. Proboszcz po kolei zdejmuje obrus i pokazuje w mensach skrytki z kościelnymi pieczęciami. Jest św. Antoni, św. Walenty.
Stoję przed remontowanym ołtarzem z Ukrzyżowanym. Na górze Pieta. Czy tu też są relikwie. Słyszę, że nie. Ale nie daje mi spokoju cierń z korony w Czernięcinie. Skoro pod Tarnogrodem były takie relikwie.
Tajemnica wyjaśni się za kilkadziesiąt minut.
Stanisław Bukowiński był jeszcze ministrantem, gdy ks. Wincenty Depczyński, autor tarnogrodzkiej monografii i proboszcz kościoła zaprowadził go do ołtarza z Ukrzyżowanym i wyjął z tabernakulum relikwiarz z czterema okruchami.
- To są relikwie Krzyża św. Największy skarb kościoła...
Były.
Waldemar Sulisz
wstecz